Gorąca, oślepiająca łza wymknęła się z mojego oka, kreśląc palącą ścieżkę po policzku. To nie był smutek; to była głęboka, dusząca wściekłość. Zaczęłam wstawać, gotowa złapać córkę i uciec, bez względu na konsekwencje.
Ale Lily nie płakała.
Stała tam, wpatrując się w puste pudełko. Jej twarz była nieprzeniknioną maską. Potem podniosła wzrok, a jej wzrok przesunął się z szyderczego uśmiechu Silasa na pojedynczą łzę na mojej twarzy. Przerażający, zimny spokój ogarnął jej delikatne rysy.
Lily powoli wróciła na krzesło. Sięgnęła pod gruby lniany obrus i wyciągnęła małe, zakurzone tekturowe pudełko, które schowała. Odwróciła się do Silasa i podała mu je.