Potem stanąłem za nią i przytuliłem ją do piersi.
Biały koń podążał za nami, teraz potulny, jakby i on się wstydził.
Gdy zmierzaliśmy w stronę farmy, lekko otworzyła oczy.
„On…” wyszeptała. „Ukarał mnie…”
Dalsze wyjaśnienia nie były potrzebne.
„Jesteś bezpieczny” – powiedziałem mu.
Dotarliśmy na farmę i zabraliśmy ją prosto do domu.
Położyłem ją na łóżku, które pozostało nietknięte od śmierci Eleny.
Nigdy nikomu nie pozwalałem tam spać.
Aż do tego momentu.
Oczyściłem mu rany wrzątkiem.
Sprzedałem najlepiej jak potrafiłem.
Ponownie osiodłałem Trueno i pojechałem do najbliższego miasta, aby odwiedzić lekarza.
Kiedy wróciliśmy, słońce już zachodziło.
Lekarz zbadał kobietę.
„To cud, że żyje” – mruknęła.
Dziecko również.
Uderzyło mocno.
Jakby rościć sobie prawo do przestrzeni na świecie.
Tej nocy usiadłem na krześle obok łóżka.
Ona spała.
Oddychaj powoli.
Po raz pierwszy od lat w domu nie było cicho.
Nastąpiło kolejne pulsowanie.
Inny rytm.
O świcie otworzył oczy.
-Gdzie jestem?