Trueno jęknął, lecz pozostał nieruchomy.
Kobieta ponownie upadła na ziemię.
“Czekaj!” krzyknąłem, choć nie wiedziałem, czy mnie słyszy.
Owinąłem lejce wokół przedramienia i pociągnąłem z całej siły.
Biały koń walczył.
Pociągnął do przodu.
Ziemia chrzęściła pod moimi butami.
Miałem wrażenie, że upadnę.
Potem zrobiłem jedyną rzecz, jaka mi pozostała.
Puściłem wodze Trueno.
I rzuciłem się w stronę celu, chwytając zwierzę za szyję i trzymając je nogami.
Świat zamienił się w kurz i hałas.
Objęłam go za szyję i mocno ścisnęłam, mówiąc mu do ucha.
—Uspokój się… uspokój się… to już koniec… to już koniec…
Nie wiem jak długo to trwało.
Może kilka sekund.
Może wieczność.
Jednak koń zaczął tracić siły.
Galop zwolnił.
Kłus stał się nieregularny.
I w końcu się zatrzymało.
Upadłem na kolana i nie puściłem go, dopóki nie byłem pewien, że nie zacznie znowu.
Pobiegłem do niej.
Lina była tak napięta, że zostawiła fioletowe ślady na jego brzuchu.
Przeciąłem węzeł trzymając go nożem.