O 8:20 Martha położyła na stole grubą teczkę. „To tylko rutynowe sprawy, moja droga. Podpisz tu i tu, żeby Wyatt mógł się tym zająć, kiedy będziesz zajęta”.
Otworzyłem teczkę i zobaczyłem pułapkę. To było pełnomocnictwo i przeniesienie własności domu mojego ojca.
„O jakim paragrafie mowa?” – zapytałem, wskazując na konkretny akapit.
Martha uśmiechnęła się sztucznie, cierpliwie. „Och, to tylko prawniczy żargon. Nie martw się”.
Wyatt nachylił się do mojego ucha. „Kochanie, nie utrudniaj nam życia. Chcemy tylko chronić naszą przyszłość”.
Właśnie wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Marta zmarszczyła brwi. „Kto to może być tak wcześnie?”
Wesley spojrzał na matkę i powiedział bardziej otwarcie: „Część planu, której nie przewidziałaś”.
Kiedy Austin wszedł ze swoją prawniczką, Sarah, zobaczyłam, jak Wyatt zbladł.
„Jestem radcą prawnym Bridget” – powiedziała Sarah, siadając i podnosząc teczkę. „Od teraz nikt nie będzie naciskał na moją klientkę, żeby cokolwiek podpisała”.
Martha próbowała to zbyć śmiechem. „Prawnik? To tylko rodzinne śniadanie. Bridget musiała być zdezorientowana”.
„W ogóle nie byłem zdezorientowany” – powiedziałem spokojnym głosem.
Wyatt spojrzał na mnie zszokowany. „Bridget, co ty robisz?”
„Ucieknij z pułapki” – odpowiedziałem.
Sarah przekartkowała strony. „Ten dokument pozwala na sprzedaż majątku niemałżeńskiego. Dodaje Wyatta do aktu własności, który posiadał przed ślubem. Kto to napisał?”
Martha milczała, ale Wesley odezwał się z kąta: „Pobrała je z podejrzanej strony i poprosiła znajomego, żeby je wydrukował”.
„Zamknij się, Wesley!” krzyknęła Martha.
Ale Wesley się nie poddał. „Nie zrobię tego. Widziałem, jak już to robiliście. Nie tym razem”.
Wyatt uderzył dłonią w stół. „To kłamstwo!”