“Daj jej odpocząć.”
Usta staruszki drżały.
„Twoja matka już dawno tu nie mieszka”.
Słowa spadały jak kamienie.
“Co masz na myśli?”
„Nie mogę tu rozmawiać” – mruknęła Tanti Awa. „Jeśli chcesz ją zobaczyć, przyjdź jutro o świcie na stare skrzyżowanie w Caporo. Przyjdź sam”.
Zanim Sakina zdążyła zadać więcej pytań, Mariama zawołała do niej z progu.
“Sakina?”
Tanti Awa uścisnęła mu dłoń.
Uważaj, córko.
Potem odeszła.
Sakina stała na dziedzińcu, wpatrując się w jasno oświetlony dom, który wypełniał się śmiechem za nią. Po raz pierwszy od przyjazdu zrozumiała, że to, co ukrywała przed nią rodzina, wcale nie było nieistotne.
O świcie wyszła bocznymi drzwiami.
Ulice były ciche, skąpane w bladym, błękitnym świetle. Na starym skrzyżowaniu Tanti Awa czekała na drewnianej ławce z koszem u stóp.
„Zabierz mnie do niej” – powiedziała Sakina.
Stara kobieta przyglądała się jego twarzy.
Przygotuj swoje serce.
Odwrócili się od głównej drogi i zapuścili się w zapomnianą dzielnicę, gdzie domy, kruszące się pod ciężarem kurzu i zaniedbania, groziły zawaleniem. Niektóre ściany były popękane, inne miały krzywe drzwi. Im głębiej wchodzili, tym zimniej Sakina czuła się, nawet w blasku wschodzącego słońca.
W końcu zatrzymali się przed małym, opuszczonym domem.
Dach się zapadał. Drewniane drzwi ledwo się trzymały.
„To właśnie tu ona jest” – powiedziała cicho Tanti Awa.
Sakina pokręciła głową.
“NIE.”
Ale jej stopy nadal się poruszały.
Pchnęła drzwi. Uderzył ją zapach kurzu, wilgoci i chorób. Pokój był prawie pusty. Na podłodze leżał zniszczony dywan. W kącie stała plastikowa miska. Kilka starych ubrań leżało złożonych pod ścianą.
A na dywanie szczupła kobieta odwróciła głowę.
Sakina przestała oddychać.
“Mama?”
Hadja Ramatou Diallo była niemal nie do poznania. Jej policzki były zapadnięte. Ramiona wątłe. Jej skóra miała szarawy odcień kogoś, kto chorował i był zaniedbywany przez zbyt długi czas.
Ale jego oczy rozpoznały jego córkę.
„Sakina?” mruknęła.
Sakina upadła na kolana.
„Mamo, to ja. Wróciłem.”
Jej matka próbowała się uśmiechnąć.
“Przyszedłeś?”
Sakina wzięła jego zimną dłoń i zaczęła płakać.
„Dlaczego tu jesteś? Powiedziano mi, że jesteś w domu. Powiedziano mi, że się tobą opiekujemy.”
Hadja Ramatou odwróciła wzrok.
“Nie chciałem ci przeszkadzać.”
„Przeszkadzasz mi?” Głos Sakiny się załamał. „Jesteś moją matką”.
Jej matka zamknęła oczy. „Mówili, że lepiej będzie, jeśli tu odpocznę. Że jestem trudna. Że potrzebuję spokoju i ciszy”.
„Kto to powiedział?”
„Ousman. Mariama. Inni.”
Sakina rozejrzała się po pokoju jeszcze raz, a każdy przedmiot stał się oskarżeniem.
„A pieniądze?” zapytała. „Pieniądze, które wysyłałam co miesiąc?”
Usta jej matki drżały.
„Powiedzieli, że użyto tego przeciwko mnie”.
Sakina otarła łzy i wstała.
“Idziesz ze mną.”
„Nie” – mruknęła matka. „Nie chcę żadnych kłopotów”.
Przeczytaj więcej na następnej stronie >>