Po latach jedzenia słodyczy, które nigdy mnie do końca nie nasyciły, te dwuskładnikowe, bezmączne ciasteczka nauczyły mnie, że potrzeba niewiele.
Te ciasteczka prawie zawsze powstają z konieczności. Dwa przejrzałe banany na stole, nagła ochota na coś słodkiego i brak chęci łamania sobie głowy obliczeniami czy przygotowywania skomplikowanego ciasta. Właśnie w takich chwilach piekę te bananowo-kokosowe ciasteczka. Dwa składniki, miska, widelec. I to wszystko. Bez cukru, mąki, nawet bez miksera. A jednak efekt jest zaskakująco dobry.
Są miękkie w środku, lekko złociste na zewnątrz, a ich kokosowy aromat wypełnia kuchnię podczas pieczenia. A jeśli mam ochotę na coś ekstra, polewam je czekoladą. Nie żeby to było konieczne, ale po prostu czasem miło jest sobie sprawić przyjemność.
Robię je, kiedy mam ochotę na małą przekąskę bez wyrzutów sumienia, bez poczucia przejedzenia. Jedna lub dwie wystarczą w zupełności i to jest ich zaleta.
Ciasteczka, które robię, gdy mam dojrzałe banany i ochotę na coś słodkiego, nie komplikując sobie życia.
Po latach jedzenia słodyczy, które nigdy mnie nie nasyciły, te dwuskładnikowe, bezmączne ciasteczka nauczyły mnie, że niewiele wystarczy.